Rozpoczynając dewagacje na temat miłosnych poczynań pana Marcinkiewicza, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile były premier jest osobą prywatną, a na ile publiczną. Według mnie duże znaczenie ma tutaj czynnik czasowy. Póki jest produktem świeżym, będzie rozchwytywany przez tabloidy, ale jeszcze troche i zniknie, tak jak każda sezonowa gwiazda. Bo właśnie tak określam tą postać. Jeszcze nie tak dawno najpopularniejszy polski premier w historii III RP, kojarzony był wyłącznie z "JEST JEST JEST" i kopaniem piłki z dzieciakami, jeśli chodzi o sukcesy polityczne? Tak z tym było gorzej... Taki wizerunek to łakomy kąsek dla mediów. Wzbudza emocje, często skrajne, ale jednak. Ktoś powie, mąż stanu, ktoś powie świnia, ale będą mówić. Czy pan Marcinkiewicz ma z tego jakieś korzyści? Obecnie nie, jako polityk niewiele może zdziałać, niewiele ma do powiedzenia oraz niewiele może obiecać. Co do jego życia prywatnego jest wolnym człowiekiem, rozpoznawalnym, ale nadal wolnym. Tak jak Beenhaker może swój wolny czas spędzać w holenderskim klubie, tak Marcinkiewicz może kochać kogo ma ochote. Polska z tego tytułu nie ucierpi, ucierpi jedynie wizerunek Marcinkiewicza. Negatywna sfera tej sytuacji jest bardzo czytelna, również dezaprobata społeczna dla mężczyzny zostawiającego żone dla młodszej jest mocno widoczna. W takim wypadku myślę, że mamy doczynienia z medialnym newsem ze świata gwiazd;), a niżeli z politycznym skandalem.
Kto jest rozsądny bardziej przejmie się informacjami dotyczącymi kryzysu...
czwartek, 26 lutego 2009
Kaźmierz, Kaźmierz, nowiuśkie koszuLE.
Autor: Wiemjaktojest o 12:30
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



0 komentarze:
Prześlij komentarz